wtorek, 7 stycznia 2014

Wstęp

WSTĘP


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy istnieją inne światy? I nie chodzi mi o planety, nic w kosmosie, nic co można zwyczajnie zobaczyć. Chodzi o światy, do których dostać się można jedynie za pomocą portali, ukrytych magicznych drzwi, o których istnieniu wiedzą jedynie wybrani. Krainy, których nie ma nigdzie w kosmosie, bo znajdują się w tym samym miejscu, choć niewiele mają ze sobą wspólnego, jak równoległe światy. Pewnie się nie zastanawialiście i słusznie, bo na dobre wam by to na pewno nie wyszło. To nie są tematy dla was, lepiej jeśli po prostu uznacie, że cała ta książka i inne światy, to kolejna bajeczka dla dzieci na dobranoc. Że te wydarzenia nie miały w ogóle miejsca. Że ci wszyscy ludzie nigdy nie istnieli na prawdę. Ja jednak wiem swoje. Wiem, że inne światy istnieją i wcale nie jest ich mało...
 Kiedyś były jedynie trzy światy, Ziemia, Pyrra i Naru. Ten ostatni został zniszczony, aby uratować pozostałe dwa, a na jego gruzach powstało aż 60 nowych światów. Obecnie jest ich więc aż 62, według prostej kalkulacji. Te dwa najstarsze i zarazem najpotężniejsze pełnią również funkcję najważniejszych. Każdy inny świat musi się z nimi liczyć i żaden nie ma tyle brawury by wypowiedzieć wojnę, żaden nie jest aż tak głupi. 
 Wszystkie światy, mimo że znajdują się zasadniczo w tym samym miejscu, bardzo się różnią. Ukształtowanie terenu, klimat, flora i fauna, a przede wszystkim mieszkańcy. Wszyscy są oczywiście ludźmi, nie zielonymi kosmitami z dużymi oczami i nosem jak Lord Voldemord. Na każdym ze światów jego mieszkańcy mają jakieś niesamowite zdolności, charakterystyczne tylko dla nich. Ziemianie posiadają niezwykły i niespotykany talent do wynalazków. Gdyby nie wy, ludzie na innych światach nadal mieszkaliby w jaskiniach. Komputery, nanotechnologie, podróże w kosmos dla mnie są czymś niesamowitym, doskonałym, a dla was są nadal niewystarczające, wymagające ulepszenia. U nas, na Pyrrze nie potrafimy stwarzać aż tak zaawansowanych rzeczy, co nie znaczy jednak, że mieszkamy w lepiankach i nie wiemy, co to telewizor. Potrafimy za to coś innego. Kiedy tylko chcemy, możemy zmieniać się w jedno z sześciu mistycznych zwierząt: pegaza, smoka, jednorożca, większego nawet od człowieka wilka lub podobnych rozmiarów dzikiego kota, takiego jak lew czy lampart, oraz konia wodnego. Dziwne? U nas to normalne. Ja potrafię zmieniać się w pegaza, jak zresztą każdy w rodzinie królewskiej. I w ten sposób ludzie na różnych światach mają różne umiejętności jak również np. na Herakrydzie ludzie panują nad żywiołami lub Les Portos, gdzie uleczą z każdej choroby choćby umierającego. Poza tym mieszkańcy różnią się także długością życia. Sami wiecie ile życie trwa na Ziemi, co ja wam będę tłumaczyć. Na mojej rodzinnej Pyrrze rzecz ma się inaczej. Tu żyję się nawet około trzystu lat, a w rodzinie królewskiej czasem niemal pięćset. Ale nie to jest najlepsze. Między piętnastym a dwudziestym piątym rokiem życia mieszkańcy mojego świata przestają się starzeć. Nawet osoby będące już jedną nogą w grobie i mające po kilkaset lat wyglądają jak nastolatki. Tu nie spotkasz nikogo chodzącego o lasce. To też jest cechą indywidualną dla świata- wiek. Niektórzy żyją dłużej inni krócej, jedni starzeją się szybciej drudzy wolniej. Jest jeszcze jedna sprawa, wyróżniająca każdy świat, nie dotyczy ona jednak mieszkańców. Bez wyjątków, każdy z 62 światów posiada szlachetny kamień, w którym zaklęta jest cała moc danej krainy. Zniszczenie go jest równoznaczne ze zniszczeniem samego świata. I właśnie ze względu na to kamienie, zwane sercami muszą byś ukryte. Nikt nie zna ich położenia. Czasem jednak, w ciężkich czasach, gdy świat jest zagrożony, serca wchodząw jakąś wybraną osobę, nazywaną od tego czasu opiekunem. Taki opiekun, mimo że jest traktowany prawie jak święty, nie ma łatwego życia. Wszyscy na niego polują, ponieważ zabić opiekuna, to tak jakby zniszczyć kamień. Zastanowiłabym się więc grubo, czy to jednak coś fajnego. Ja już mam wystarczająco dużo problemów. Serce każdego ze światów ma dodatkowo inny, niepowtarzalny kolor.  Dla Pyrry jest on głęboko zielony, jak połyskujące w słońcu liście. Piromorfit, tak go nazywacie na Ziemi. Z kolei wasz kamień jest koloru brązowego.
 Ponad sześć wieków temu w roku 1400, ludność Ziemi dostała swojego rodzaju karę. Złamali święty pokój i wytoczyli wojnę Pyrrze, rozpoczynając trwający wiele lat konflikt, króry pochłonął setki miliony ofiar i który z resztą zachłanni Ziemianie przegrali. Aby zapobiec powtórzenia katastrofy,  wszyscy mieszkańcy Ziemi w magiczny sposób zapomnieli o istnieniu pozostałych 61 światów i zostali od nich całkowicie odcięci. Ziemianie nie potrafili już nawet przemieszczać się za pomocą portali. Już nigdy się nie dowiedzą. W ten sposób od ponad sześciuset lat Pyrra, mój rodzinny świat sam stoi na straży pokoju. Od tamtego czasu tylko my rządzimy pozostałymi światami. Nikt nam się nie sprzeciwia. A ja jestem jedyną dziedziczką tronu tej krainy. Fajnie? Nie bardzo, jeśli patrzeć na aktualną sytuację naszego świata, która nie wygląda różowo.
 Na Pyrrze od czasów Wojny Światów, jak nazywa się konflikt z Ziemią, trwa bratobójcza walka. Rzecz ma się tak, że u nas nadal panuje rodzina królewska, tyle tylko iż na Pyrrze panują wyłącznie kobiety. Być może to również dla tego, poza moim bratem od początku panowania moich przodków na Pyrryjskim tronie, ani razu nie urodził się ty chłopak? Przyczyną wojny, która trwa tutaj do dziś, jest jednak to, że ponad sześćset lat temu w rodzinie królewskiej po raz pierwszy pojawiło się rodzeństwo. Siostry rozpoczęły walkę o władzę, a każdy mieszkaniec Pyrry musiał opowiedzieć się za jedną z nich- młodszą i łagodniejszą, którą z powodu jasnych włosów i umiejętności zmieniania się w białego pegaza, nazywano blanc reina, czyli biała królowa, a jej starszą, srogą siostrę zmieniającą się w karego konia, zaczęto nazywać negre reina- czarna królowa. Nawet teraz, mimo że obie dawno zginęły w walce, Pyrra jest podzielona i nieustannie trwają tutaj walki. Jeden ich skutek jest wyjątkowo widoczny. Wśród ludzi popierających młodszą z sióstr, której zresztą jestem potomkinią, zaczęły się rodzić dzieci, które potrafiły się zmieniać w zwierzęta o jedynie białym umaszczeniu, natomiast ci, których rodzice poparli drugą władczynie, zmieniają się w zwierzęta koloru czarnego i trwa to po dziś dzień. Od tamtych lat krąży też legenda, jako że ma się pojawić człowiek, który zmieniać się będzie w piaskowego wilka i wtedy właśnie zakończy się wojna na Pyrrze. Szkoda tylko że ta wróżba nie mówi kto tę wojnę wygra, bo tak się składa że taki człowiek właśnie się pojawił...
 I znowu odbiegłam od mojego głównego wątku. To w końcu nie ma być encyklopedia światów, ani lekcja historii, bo to temat może i ciekawy, ale bardzo opasły, a ja czasu mam niewiele. Chcę wam opowiedzieć inną historię. Historię, która choć wydarzyła się naprawdę, ma być dla was fikcją. Po prostu kolejną przeczytaną i rzuconą w kąt regału książką, jak wiele innych. Będzie lepiej dla was i dla mnie, jeśli właśnie tak ją potraktujecie. Jeśli ktoś by się dowiedział, że opowiadam o tym Ziemianom, was by wymordowano, a ja miałabym poważne kłopoty. Historia ta zaczyna się od przygody, chyba powinnam opowiedzieć wam ja, bo to ja jestem w nią najbardziej wplątana. Ale cała ta opowieść dotyczy Sary, mojej najlepszej przyjaciółki. 
 Szkoda, że dla was to tylko fikcja...

Brak komentarzy:

Obserwatorzy