3.
Misja
Tak na prawdę wcale się nie cieszyłam. Nienawidziłam swojej matki ze wzajemnością. Kiedy byliśmy dziećmi, odesłała nas na Ziemię i już jej nie obchodziliśmy. Zawsze kiedy tylko była zmuszona zamienić ze mną słowo, miałam nieodparte wrażenie, że już ją zawiodłam. Ian w skrócie opowiedział jej co nam się przytrafiło. Zlustrowała nas wzrokiem.
- Zaprowadźcie Sarę do skrzydła szpitalnego - powiedziała beznamiętnie, wpatrując się we mnie - Ty nie Eleanor. Ciebie proszę do Sali Dowództwa.
- Nie ma mowy - odparłam naburmuszona - Zaprowadzę ją tam, a dopiero później mogę tam przyjść. Ze Scottem.
Po jej minie poznałam, że moje żądanie niezbyt jej się podobało, ale mój brat miał takie samo prawo dowiedzieć się co jest grane, jak ja, a poza tym nie mogłam zostawić przyjaciółki samej. Zgoda, mój bunt miał też zdenerwować matkę, ale to inna sprawa. Przez chwilę toczyłyśmy bitwę na spojrzenia, którą jak zwykle wygrałam.
- Pół godziny, nie więcej - zarządziła, a kiedy miała już odejść, rzuciła jeszcze okiem na Sarę i uśmiechnęła się do niej. Z naszej czwórki, w zasadzie tylko ona mogła liczyć na takie przyjemności ze strony Rose. Chwyciłam przyjaciółkę pod ramię i dość brutalnie pociągnęłam ją przez korytaż, prosto do szpitalnej części zamku.
- Spadłaś z drzewa?! - zdziwiła się Hellen, główna lekarka. Rozumiałam jej szok. Sara wspinała się już na wyższe drzewa, ale od bardzo dawna z żadnego nie zaliczyła upadku, a tym bardziej nie zrobiła sobie przez to krzywdy.
- Przecież mówiłam ci, że to nie tak - usprawiedliwiała się dziewczyna. Muszę przyznać, że była dzielna. Dobrze wiem, że nienawidzi szpitali prawie tak samo jak suszu z owoców, a przy każdym zastrzyku mdlała (ale potrafiła całymi dniami przesiadywać w lesie w deszczu, na niewygodnym drzewie, czekając na zwierzynę). Myślę, że to ze względu na Hellen. Była nie tylko świetnym medykiem, ale i psychologiem. Była jedną z najstarszych Pyrryjek, ale przestała się starzeć w wieku 23 lat. Jej matka pochodziła stąd, ale ojciec był z Les Portos i to po nim odziedziczyła ręce które leczą.
- Mogę ją ci zostawić? - zapytałam, choć odpowiedz była oczywista.
- Jak najbardziej, sądzę że z moimi lekami kostka będzie do użytku już za kilka godzin, ale potrzymam ją tutaj do rana. Nic się nie martw moja droga.
Uśmiechnęłam się do niej i oznajmiłam Scottowi że na nas już czas. Ruszyliśmy do drzwi, a Hellen wyrzuciła Iana tuż po naszym wyjściu. Sądzę że nadal miała do niego uraz po tym, jak "niechcący" spowodował wybuch w jej małym laboratorium. Wraz z bratem udałam się do Sali Dowództwa. Zwykle toczyły się tam rozmowy dotyczące wojen, były tam dokładne mapy wszystkich światów, niektóre bardzo stare i podniszczone. Kiedy tylko weszliśmy do komnaty poczułam ich charakterystyczny zapach pleśni.
- Spóźniłaś się - Powiedziała Rose, a ja puściłam tę uwagę mimochodem.
- O co chodzi? - zapytał Scott.
- Mamy wojnę, jest coraz gorzej.
- No co ty... Ał! - krzyknęłam, kiedy brat kopnął mnie w łydkę bym się przymknęła. Mama zmierzyła nas oburzonym wzrokiem.
- Chcę powiedzieć, że Arline przejęła władzę na wschodzie i nie liczcie, że będzie czekała kolejnych trzydzieści pięć lat zbierając wojsko, jak jej matka.
Arline była moją kuzynką, choć tak naprawdę nigdy jej nawet nie widziałam. Ona była potomkinią starszej z sióstr, które rozpoczęły na Pyrrze wojnę o władzę. Oficjalnie przez ostatnie lata trwało zawieszenie broni i obie strony zbierały siły, ale Arline najwidoczniej nie miała zamiaru dłużej bezczynnie czekać. I dobrze, bo i ja tego nie chciałam, ale jako że nie byłam jeszcze królową zachodniej Pyrry, nie mogłam wydać rozkazu do ataku. A szkoda. Tym bardziej, że pojawił się wyczekiwany symbol, który ma rzekomo zwiastować kres bratobójczej wojny. Piaskowy wilk, brat Sary, mój najlepszy przyjaciel. Byłam tylko ciekawa, czy szala zwycięstwa przechyli się na naszą stronę.
- I co teraz? - zapytałam.
- Sądzę że powinniście znaleźć Serce Pyrry - oznajmiła Rose
Serce Pyrry, kamień który zawierał w sobie moc całego świata i którego nikt nie widział od wieków. Nie dawał nic szczególnego temu, kto go posiadł, ale gdybyśmy go zdobyli, znacząco podniósłby morale naszych wojsk.
- Niby jak mamy to według ciebie zrobić?
Rose podeszła do najbliższego stołka, wzięła z niego jakiś stary kawałek pergaminu i podała nam. Bałam się że rozsypie mi się on w rękach.
- Ostatni raz widziano go na Maltańskiej wyspie Comino, tuż po wojnie światów - oznajmiła
- Na Ziemi? - zdziwił się Scott, nadal wpatrując się w pożółkły list, na którym ciasno napisane były jakieś współrzędne geograficzne i nazwa śródziemnomorskiej wyspy.
- Pyrra nie była wtedy najbezpieczniejszym miejscem.
- Dlaczego nie szukano go wcześniej? - chciałam wiedzieć.
- Bo tutaj nadal nie jest bezpiecznie - warknęła Rose - Ale musicie go odzyskać zanim zrobi to Arline, a spróbuje na pewno.
Zapadła absolutna cisza, jakby całe miasto wymarło, a był przecież letni wieczór, kiedy to ludzie wychodzili na rynek się bawić.
- Kiedy? - powiedziałam w końcu, przerywając melancholię.
- Najlepiej teraz lub jutro rano - odparła.
- Nie możemy - oznajmiłam - Sara ma skręconą kostkę!
- Nikt nie powiedział że musi jechać na misję z wami, jest za młoda
- Jest tylko o rok młodsza od nas i nie zostawię jej tutaj samej!- ledwie powstrzymałam się od powiedzenia "z tobą", ale nie chciałam dostać kolejnego kopniaka od brata. Może myślałam samolubnie, w końcu nie jechaliśmy na wakacje, ktoś znów mógłby nas ścigać i tym razem mogliśmy nie mieć tyle szczęścia, ale w tamtej chwili moja złość wygrywała, poza tym czułam, że ktoś potrafiący walczyć na odległość może nam się przydać. Moja kłótnia z matką o to, czy dziewczyna powinna jechać z nami czy nie, trwała dłuższą chwilę. Kiedy w końcu Scott niechętnie mnie poparł, ostatecznie postawiłam na swoim. Widziałam że wolałby, gdyby Sara została. Nie to, że cię nie lubili, cała nasza czwórka oddała by za siebie życie, ale oni byli do siebie bardzo podobni i zawsze we wszystkim rywalizowali. W biegach, wspinaniu się po drzewach, sprycie. Problem w tym, że to zwykle moja przyjaciółka wygrywała, czego duma Scotta nie mogła wytrzymać. Dlatego wolały wyruszyć na misję bez niej, by pokazać kto tu rządzi. Poza tym wtedy byłabym jedyną dziewczyną, a nie mając wsparcia, chłopcy wykończyliby mnie nerwowo, przez swoją niedojrzałość. Wychodząc z Sali Dowództwa, uśmiechałam się pod nosem. Udało mi się solidnie postawić na swoim, a do tego Rose była wściekła. Uznałam to za dobry koniec dnia. Pożegnałam się z bratem i poczłapałam do swojego pokoju, zahaczając po drodze o szpital, by poinformować przyjaciółkę o jutrzejszym zadaniu. Kiedy tylko dotarłam swojej komnaty, uznałam że poza mną, nic się tutaj nie zmieniło. Ściany były waniliowe, całe obklejone zdjęciami moich przyjaciół, półka na której w równym rządku stały książki i miękkie, szerokie łóżko. Miałam ogromną ochotę rzucić się na nie plackiem, ale postanowiłam, że lepiej byłoby się spakować na jutrzejszą podróż i odświeżyć, po wędrówce w gorący dzień. Kiedy wyszłam spod prysznica, czułam się znacznie lepiej. Podeszłam do lustra i zabrałam się za rozczesywanie moich długich, jasnych włosów, kiedy niespodziewanie zauważyłam jakiś ruch za oknem. Wyjrzałam przez nie zaciekawiona. Przez polanę z tyłu pałacu biegła jakaś postać w ciemnej pelerynie z łukiem i kołczanem na plecach. Zaśmiałam się. A więc jednak możliwym jest uciec ze szpitala, którego pilnuje Hellen? Do tej pory udało się to tylko Sarze, choć podejrzewałam że był to jej pierwszy i ostatni raz. Z pewnością szła na polowanie, jak zwykle podczas pobytu na Pyrrze. Kawał drogi za nią podążała druga osoba, co do której również nie miałam wątpliwości. Czyżby mój brat tak szybko pogodził się z tym, że będzie musiał z nią rywalizować? Chyba po prostu nie mógł się oprzeć nocy spędzonej z nią w dziczy, obserwując jak świetnie posługuje się łukiem. On tego nie potrafił, za to w przeciwieństwie do niej był mistrzem w posługiwaniu się mieczem. Chadzał z nią do lasu, zbierał leśne rośliny i odpoczywał. Oboje byli dziećmi buszu i gdyby mogli, prawdopodobnie nigdy nie opuszczaliby puszczy. Kiedy zniknęli za drzewami, padłam na łóżku zmarnowana i niemal od razu zasnęłam. Byłam ciekawa tego, co czeka nas jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz